Na węźle Wrocław Stadion zamknięta zostanie łącznica wjazdowa Wspólna strategia dla Odry - Konferencja w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim Ostrzeżenie przed nadchodzącymi dużymi upałami Wywiad z Wojewodą Dolnośląskim Maciejem Awiżeniem Pierwsze pół roku pracy Wojewody Dolnośląskiego Macieja Awiżenia Nadodrzańskie województwa chcą walczyć o Odrę. Ich przedstawiciele spotkali się w sprawie rzeki. UWAGA !!! Duży Protest Rolników od 20.03.2024r. Ćwiczenia Wojsk NATO W Hołdzie Walczącej Ukrainie PLANOWANE PROTESTY ROLNIKÓW - INFORMACJE
Aktualnie znajdujesz się na:

Powiaty i gminy

Historia i Pamięć

40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza

Z okazji przypadającej dzisiaj 40. rocznicy śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza, ostatniego adiutanta marszałka Jóżefa Piłsudskiego, wicewojewoda dolnośląski Jarosław Kresa złożył kwiaty przed wrocławskim obeliskiem poświęconym legionistom Komendanta.

Z okazji przypadającej dzisiaj 40. rocznicy śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza, ostatniego adiutanta marszałka Jóżefa Piłsudskiego, wicewojewoda dolnośląski Jarosław Kresa złożył kwiaty przed wrocławskim obeliskiem poświęconym legionistom Komendanta.
Aleksander Hrynkiewicz od roku 1945 związany był z Dolnym Śląskiem. Następnie wyemigrował do Kanady, gdzie zmarł 15 czerwca 1981 roku.
Urodził się w Warszawie 14 stycznia 1896 roku jako syn Władysława oraz Julii z domu Chmielewskiej. Był najstarszym z sześciorga rodzeństwa.
Bardzo szybko zaangażował się w działalność patriotyczną i niepodległościową. W roku 1910 wstąpił do nielegalnego w zaborze rosyjskim Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, a dwa lata później został członkiem Związku Strzeleckiego. Jako 19-letni młodzieniec, w roku 1915, został na Mokotowie komendantem sekcji Polskiej Organizacji Wojskowej. W lutym 1917 roku został przyjęty został do elitarnego już wtedy 1. Pułku Ułanów Legionów Polskich, stworzonego i dowodzonego przez legendarnego majora Władysława Belinę-Prażmowskiego.
Po kryzysie przysięgowym, kiedy wraz z innymi legionistami odmówił złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec, został w lipcu 1917 roku internowany w Szczypiornie. Prawdopodobnie w grudniu zdołał uciec z obozu i powrócić do działalności w POW. Niedługo trwał rozbrat młodego beliniaka z mundurem. Wkrótce po tym jak Polska odzyskała niepodległość, wstąpił w grudniu 1918 roku do Wojska Polskiego. Znalazł się w szeregach – kontynuującego tradycje 1. Pułku Ułanów Legionów Polskich – 1. Pułku Szwoleżerów im. Józefa Piłsudskiego (nazwę tę jednostka formalnie nosiła od stycznia 1919 roku). Z pułkiem związany miał być aż do końca jego istnienia.
Już w styczniu 1919 roku 1. Pułk Szwoleżerów toczył walki z Ukraińcami, zdobywając 28 stycznia, w efekcie brawurowej szarży, Krystynopol. W kwietniu 1919 roku pułk, dowodzony wówczas przez majora Gustawa Orlicz-Dreszera, koleją przetransportowany został z Warszawy do rejonu koncentracji samodzielnej grupy kawalerii pułkownika Beliny- Prażmowskiego. Po defiladzie przed Naczelnym Wodzem, a następnie po wyczerpującym marszu, 19 kwietnia pułk wraz z 11. Pułkiem Ułanów, przy późniejszym wsparciu piechoty dowodzonej przez generała Edwarda Śmigłego-Rydza, zdobył Wilno, wypierając z tego miasta bolszewików! Zwycięska wyprawa wileńska była jedną z najważniejszych polskich operacji w pierwszych etapach wojny z czerwoną Rosją. Po zdobyciu miasta zorganizowano tam defiladę oraz dziękczynne uroczystości w Ostrej Bramie. Atmosferę, jaka wówczas panowała przed cudownym obrazem tak opisał naoczny świadek, Tadeusz Święcicki:
„Wielki szloch tego tłumu, klęczącego na ulicy. Spojrzałem na Komendanta. Stał twarzą zwrócony do obrazu, oparty na szabli, nasrożony i… spod nasrożonych brwi ciężka łza spływała mu na wąsy. Śmigły za nim miał jakiś nerwowy tick na twarzy. Twarz drgała i też łzy ciekły mu po twarzy. A Belina beczał po prostu jak smarkacz…”
Kiedy po latach, w lutym 1935 roku, marszałek Józef Piłsudski zada rotmistrzowi Hrynkiewiczowi pytanie, czy ten zna Wilno, oficer z satysfakcją będzie mógł powiedzieć:
„Odpowiedziałem, że znam. Poznałem miasto w czasie wojny, w roku 1919, kiedy to mój 1-szy pułk szwoleżerów zdobywał miasto. Dodałem, że należę do tych szczęśliwców, którzy pierwsi wkroczyli w bramy miasta. Byłem tym patrolem, który jako czołowy 3-go szwadronu dotarł o świcie dnia 19-go do Ostrej Bramy, konno. Z nacierającym pieszo szwadronem zapoznałem się z ulicą Wielką i Placem Katedralnym, a dnia następnego z Cielętnikiem pod Górą Zamkową i ulicą Świętojerską i pobrzeżami Wilii oraz mostem Zielonym i Nadbrzeżną.”
Rotmistrz nie dodał jednak, przypominając tamten pamiętny dzień marszałkowi, że 19 kwietnia 1919 roku w walkach z bolszewikami został ranny.
Młody szwoleżer w trakcie wojny polsko-bolszewickiej awansował na dowódcę plutonu. Lista starszeństwa oficerów zawodowych z roku 1922 zawiera jego nazwisko w zestawieniu poruczników ze starszeństwem z 1 czerwca 1919 roku. Za męstwo w boju, dekretem Wodza Naczelnego z 30 czerwca 1921 roku, odznaczono go Orderem Virtuti Militari V klasy. Został też trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych!
Po zwycięskiej wojnie Aleksander Hrynkiewicz pozostał w wojsku. Ukończył Centralną Szkołę Jazdy w Grudziądzu, a od listopada 1927 do czerwca 1928 roku – w czasie, gdy dowódcą pułku był słynny (wówczas jeszcze pułkownik) Bolesław Wieniawa-Długoszowski – zaliczył kurs doskonalący dla dowódców szwadronów w Centrum Wyszkolenia Kawalerii. W tym samym 1928 roku awansował na stopień rotmistrza, a w kolejnym roku został w 1. Pułku Szwoleżerów dowódcą 3 szwadronu. Od maja 1932 roku pełnił natomiast funkcję oficera mobilizacyjnego pułku. Wspomniany wcześniej Bolesław Wieniawa-Długoszowski okazał się w życiu Aleksandra Hrynkiewicza postacią bardzo istotną. Nie tylko z racji wspólnych przeżyć wojennych, czy też faktu, że był jego dowódcą, ale dlatego, że to właśnie Wieniawa obdarzył oficera dużym zaufaniem rekomendując go jako kandydata na adiutanta ministra spraw wojskowych, marszałka Józefa Piłsudskiego. Tak rotmistrz Hrynkiewicz (dzień po swoich 39 urodzinach) wspominał ten moment w swoim „Dzienniku” pod datą 15 stycznia 1935 roku:
„Na skutek telefonicznego wezwania mnie przez ppłk. Butlera (powinno być Buslera – przyp. autora), przybyłem z krótkich wywczasów w Zakopanem do Warszawy, by objąć służbę przy Komendancie, jako adiutant przy Jego Osobie. Rankiem dnia tego o godz. 8-ei przyjechałem do Belwederu, gdzie przywitał mnie ppłk Butler wraz z kpt. Pacholskim…”
Służba przy marszałku była dla rotmistrza Hrynkiewicza bez wątpienia wielkim wyróżnieniem i – gdy czyta się jego „Dziennik adiutanta marszałka Józefa Piłsudskiego” – bez wątpienia tak ją traktował. Była też jednak ogromnym wyzwaniem. Marszałek coraz mocniej podupadał na zdrowiu. Służba przy nim, ale też czasami wręcz pielęgniarska opieka nad nim, okazać się miał dla rotmistrza prawdziwym, niełatwym egzaminem. 19 kwietnia 1935 roku, w rocznicę zdobycia Wilna, oficer mierzył się z chorobą i słabością swojego wodza, dla którego 16 lat wcześniej zdobywał jego ukochane miasto. Tak zanotował to w swoim „Dzienniku”:
„Gdy tak szliśmy, noga za nogą, Komendant dziękował mi za przeprowadzenie zabiegów z dodatnim skutkiem. W mowie i zdaniach wypowiedzianych pod moim adresem było dużo ciepła i nuty wdzięczności.”
Podobnych momentów satysfakcji było więcej. Dwa dni później rotmistrz notował między innymi:
„ Sen trwający 1 i pół godziny pokrzepił Komendanta znacznie, skutkiem czego stał się rozmowniejszy. Opowiadał Komendant wiele i stawiał mi z różnych dziedzin zapytania. Między innymi zadał mi Komendant pytanie, czy jestem „nasz”, to miało znaczyć, czy pochodzę z kresów litewskich. Odrzekłem, że raczej pochodzenia białorusińskiego, na co wskazuje moje nazwisko(*uwagi). „To jest wszystko jedno” – przeciął Komendant moje wywody, dodając z naciskiem – „jest pan nasz”. Wszystkim, którzy podchodzili do Komendanta, pani Marszałkowej, p. Wandeczce i Jagodzie niezwłocznie o tym mówił (…) Musiałem tłumaczyć, dlaczego akcent mam inny niż kresowiacy i bez śpiewności w mowie. Przyrzekł Komendant, po rozważeniu mej wypowiedzi, że główną tego przyczyną było me przebywanie od urodzenia w Królestwie, to że „Mamusia była z Królestwa”.”
W ciągu kilku miesięcy służby u marszałka miał też rotmistrz okazję obcować z wieloma osobami znanymi z polskiej, ale też światowej sceny politycznej. W Belwederze bywali w tym czasie między innymi: prezydent Ignacy Mościcki, premier Walery Sławek i minister Józef Beck, ale też ministrowie ówczesnych mocarstw: Anthony Eden, Hermann Göering czy Pierre Laval.
Stan zdrowia marszałka Piłsudskiego pogarszał się gwałtownie. 11 maja około południa bardzo słabego już Komendanta odwiedził w Belwederze jeden z jego ulubionych przez lata oficerów, generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski.
Generał, któremu łatwość obcowania z ludźmi i tupet są tak pomocne w życiu – czytamy w „Dzienniku” Aleksandra Hrynkiewicza – na widok Komendanta, tak strasznie źle wyglądającego, stracił kontenans. Na brak tematów ci dwaj ludzie chyba nigdy nie narzekali, a teraz wątku rozmowy nie można było znaleźć. Coś się nie kleiło. Rwało. Sztucznym uśmiechem łatać tych niedopowiedzianych zdań, w takiej sytuacji, się nie dało (…). Generał wyszedł blady, zmieniony i niepewny, milcząc pożegnał się ze mną.
Wszyscy z najbliższego otoczenia Komendanta mieli nadzieję, że ten moment nigdy nie nadejdzie, jednak już dzień później, 12 maja 1935 roku, rotmistrz był świadkiem ostatnich chwil życia marszałka.
„Ksiądz szepcze modlitwy, podają oleje święte (…). Otoczenie klęczy i modli się. Rodzina wpatrzona w oblicze Komendanta z niemym bólem niezupełnie jeszcze świadoma tragedii nadchodzącej chwili. Zbliża się kres życia Komendanta, to widzi się i czuje bez słów i wyjaśnień. Śmierć czai się gdzieś w zakamarkach domostwa, jak gdyby wypełzła z ciemnych zakątków szumiącego parku i coraz śmielej i coraz zuchwalej się zbliża, by wziąć w swe panowanie opadającego z sił mocarza. (…) Minuty ciągną się jedna za drugą, długie jak minione dziesiątki lat brzemienne historią. Odwracam głowę, na tarczy zegara 8.45, koniec epoki związanej z życiem Wielkiego Człowieka.”
14 maja adiutant zanotował jeszcze jedno poruszające świadectwo tamtego smutnego dla Polski czasu:
„O godzinie 24-tej przybył pan prezydent RP. Złożył hołd zmarłemu marszałkowi i wyrazy serdecznego współczucia pani Marszałkowej i córkom w sposób niewypowiedzianie wzruszający. Czyniąc to wobec Jadwigi, którą po dość długim szukaniu w pokojach prywatnych odnalazłem skuloną na łóżku Komendanta, w ciemnej sypialni, samotnie przeżywającą swój ból, i sprowadziłem do zielonego pokoju przed pana prezydenta, pan prezydent powiedział: „Proszę przyjąć moje głębokie współczucie z powodu śmierci Ojca. Pociesz się dziecko w swoim najcięższym bólu tym, że jesteś córką największego Człowieka, jakiego wydała ziemia Polski i jakiego zna historia Polski na przestrzeni swych dziejów. Wszyscy Go kochali przed śmiercią i czcili Jego wielkość. Po śmierci będą Go czcić, kochać i szanować jeszcze bardziej”.”
W trakcie uroczystości pogrzebowych marszałka Piłsudskiego, jakie 18 maja odbyły się w Krakowie, rotmistrz Hrynkiewicz maszerował bezpośrednio z prawej strony trumny, jako drugi z ośmiosobowej asysty. Szedł w niej między innymi z generałem Wieniawą-Długoszowskim, generałem Stanisławem Rauppertem, pułkownikiem Zygmuntem Wendą i pułkownikiem Witoldem Wathą. Po drugiej stronie trumny maszerowali m.in. późniejszy Szef Sztabu Naczelnego Wodza generał bryg. Wacław Stachiewicz, podpułkownik Kazimierz Busler i pułkownik Kazimierz Glabisz.
Po śmierci marszałka Piłsudskiego i po przeprowadzeniu sekcji, to rotmistrzowi Hrynkiewiczowi powierzono opiekę nad urną z mózgiem Komendanta, który wolą pani marszałkowej Aleksandry Piłsudskiej przekazany miał zostać wileńskim profesorom w celu przeprowadzenia badań naukowych. Do przekazania urny doszło w Belwederze, w obecności świadków, 20 maja 1935 roku.
W czerwcu tego samego roku A. Hrynkiewicz został awansowany do stopnia majora, ze starszeństwem od 1 stycznia. W roku 1936 został kierownikiem Samodzielnego Referatu Personalnego w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych. Tego samego roku uhonorowany też został prestiżową Odznaką Pamiątkową Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych.
W roku 1939 był już zastępcą dowódcy 1. Pułku Szwoleżerów – pułkownika dyplomowanego Janusza Albrechta (późniejszego zastępcy Komendanta Głównego ZWZ). Jako zastępca dowódcy tego pułku wziął udział w walkach kampanii jesiennej 1939 roku. 1. Pułk Szwoleżerów działania wojenne rozpoczął na wschód od pozycji mławskiej, w składzie Mazowieckiej Brygady Kawalerii, tuż nad granicą Prus Wschodnich, w pobliżu miasteczka Chorzele. Po niemieckim ataku 1 września i odepchnięciu polskich oddziałów, szwoleżerowie w nocy z 1 na 2 września przygotowali kontrakcję, która na pewien czas ostudziła zapały Niemców. Ważną rolę odegrał w niej major Hrynkiewicz, który poprowadził nocny wypad na zaskoczonych przeciwników. Tak opisał ten epizod ppor. Józef Kossakowski:
„Wypadem dowodził mjr. Hrynkiewicz i wypad ten był całkowitym zaskoczeniem dla śpiących Niemców. Pozostawiając kuchnie, wozy taborowe oraz inny sprzęt, Niemcy wycofali się w popłochu, ale tylko tak długo aż świt otrzeźwił ich i zorientowali się, że naciera na nich stosunkowo mała siła. Odzyskaliśmy między innymi część naszych rowerów oraz wzięliśmy parę niemieckich motocykli i bez strat wycofaliśmy się na nasze stanowiska. Ten wypad nocny musiał pomieszać szyki Niemcom, gdyż przez cały następny dzień nie wyszło natarcie.”
Po zakończeniu działań wojennych zarówno pułkownik Albrecht (uciekł z niewoli z obozu w Jarosławiu), jak i major Hrynkiewicz znaleźli się w Warszawie. Ten pierwszy w 1940 roku został zastępcą Komendanta Głównego Związku Walki Zbrojnej, natomiast major Hrynkiewicz (przyjął wkrótce pseudonim „Przegonia” *, który również znalazł się w strukturach ZWZ, od roku 1942 był już Komendantem V Obwodu Mokotów Okręgu Warszawa Armii Krajowej.
W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego mokotowska Komenda V Obwodu, a w niej cały sztab ppłk. Hrynkiewicza „Przegoni” (oraz powstańczy szpital) ulokowana została w miejscu, które dla skuteczności działań okazało się szczególnie niefortunne – w wielkim gmachu Państwowego Zakładu Higieny przy ul. Chocimskiej 24. Jak się wkrótce okazało zadania postawione przed powstańcami z Mokotowa zdecydowanie przekraczały ich możliwości. Jak pisał po latach Jerzy Kirchmayer: „Charakterystyką Obwodu Mokotowskiego było stosunkowo największe nasycenie terenu Niemcami. Były to nie tylko większe skupiska wojskowe i SS, ale była to także ludność cywilna niemiecka, która obsadziła nowoczesne domy”.
Szybko okazało się, że osiągnięcie założonych celów może okazać się niemożliwe. Niemcy odpierali ataki powstańców, pojawiły się olbrzymi kłopoty z łącznością, a Komenda V Obwodu znalazła się w bezpośrednim sąsiedztwie nieprzyjaciela. „Ppłk „Przegonia” i sztab nie otrzymali żadnego meldunku ani od rtm. „Gryfa”, ani od pozostałych dowódców – pisał w swojej książce „Mokotów 1944” Lesław M. Bartelski. – Jedynie koło północy przedarli się na Chocimską dwaj 9-letni chłopcy z IV Rejonu, przekazując wiadomość, że walki ustały i oddziały wycofują się z miasta. (…) Nikt też o niczym dokładnie nie wiedział, nie orientował się w sytuacji, panowało zamieszanie i zupełny brak informacji.”
Po dwóch dniach walk sytuacja na Mokotowie, w terenie stosunkowo rzadko zabudowanym, stawała się beznadziejna. Trzeciego dnia wydawać się mogło, że sztabowi „Przygoni” lada chwila grozi zniszczenie. Już w pierwszych dniach Powstania Niemcy zdążyli wykazać się bezprzykładnym barbarzyństwem. Tak sytuację oceniał – sam uczestniczący w działaniach na Mokotowie – cytowany już Lesław M. Bartelski:
„”Przegonia” był całkowicie odcięty od podległych mu jednostek i znajdował się w niezwykle krytycznym położeniu, wysunięty od godz. „W” na pierwszą linię walki. Wokół płonęły domy, czuć było woń spalenizny i odór rozkładających się ciał. Hitlerowcy krążyli w pobliżu gmachu, nie wkroczyli dotąd do środka, można się było jednak spodziewać, że uczynią to lada dzień.
W takiej sytuacji ppłk. „Przegonia” zdecydował o podjęciu próby ewakuacji sztabu. W nocy z 3 na 4 sierpnia 150 powstańców wyruszyło przez zajętą w dużej części przez Niemców dzielnicę na południe, w kierunku podwarszawskich lasów.
Od roku 1945 Aleksander Hrynkiewicz mieszkał na Dolnym Śląsku. Pracował m.in. w Chwalęcinie, Dzierżoniowie i we Wrocławiu.
foto: NAC
  •  - 40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
    40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
  •  - 40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
    40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
  •  - 40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
    40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
  •  - 40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
    40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
  •  - 40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
    40. rocznica śmierci podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza
liczba wejść: 1443